czwartek, 14 czerwca 2012

8.



Siedząc w samochodzie, wyjęłam z powrotem telefon i zaczęłam tworzyć nową wiadomość  : „Ja również dziękuję za udaną noc. Kaca NIESTETY nie mam.
PS. Uważam że powtórka jest świetnym pomysłem do zrealizowania.”  Wysłałam z uśmiechem na ustach do odbiorcy o nazwie – Minik.
Będąc w połowie drogi do Krakowa mój telefon zaczął wibrować. Wyjęłam go i spojrzałam na  ekran. Widniejąca nazwa „Robert dzwoni…” wprawiła mnie w zakłopotanie, spojrzałam na Kaśkę, która paliła papierosa i wpatrywała się w okno. Długo zastanawiałam się co mam zrobić, nacisnęłam na czerwoną słuchawkę i odłożyłam telefon na bok. Podniosłam paczkę fajek, wyjęłam jedną i odpaliłam. Telefon znów zaczął wibrować tym razem Kaśka i Mariusz spojrzeli na mnie. Przyjaciółka pokręciła głową w prawo i lewo co miało oznaczać – nawet nie myśl odbierać. Wzrok brata w lusterku był współczujący. Nacisnęłam ponownie czerwoną słuchawkę. Po 4 nieodebranych połączeniach dostałam sms o treści – Anka nie rozumiem czemu nie chcesz odebrać i ze mną porozmawiać. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że za Tobą tęsknię i dalej Cie mocno kocham. Wróć do mnie, wszystko się zmieni. Obiecuję. Zablokowałam telefon i odłożyłam nie odpisując. W głowie miałam pełno bijących się myśli – a jeśli mówi prawdę? Może naprawdę wszystko się zmieni. Przecież go kocham, prawda? Może on sobie wszystko przemyślał? Długo myślałam nad całą sytuacją nie mogąc podjąć żadnej decyzji. Kilkakrotnie podnosiłam telefon czytając po raz kolejny sms od niego.  W oczach pojawiały się łzy bezsilności, zaciskałam powieki nie pozwalając im wypłynąć i pokazać swojej słabości. Powtarzałam tą czynność kilkaset razy aż do celu naszej podróży.
Na miejscu wszyscy pokierowaliśmy się do galerii. W samochodzie ustaliliśmy że dzisiaj zwiedzamy Bonarkę. Ruszyliśmy więc na podbój sklepów. Ja i Kaśka wpadałyśmy do co drugiego sklepu w poszukiwaniu wymarzonego ciuchu. Chłopaki po dwóch godzinach mieli dość, my jednak byłyśmy gotowe na więcej. Po 5 godzinach wracaliśmy do samochodu, nasi „tragarze” obładowani torbami z zakupów, a my z wielkimi bananami na twarzach.
- Z łaski swojej wyjmij mi kluczyki z kieszeni,  bo ja przez twoje torby nie mam jak. – powiedział Mariusz z ironicznym śmiechem. Zrobiłam jak kazał, wszystko włożyliśmy do bagażnika, raczej – poupychaliśmy i ruszyliśmy w stronę domu. Jazda była krótka, może dlatego, że spałam. Obudziłam się kiedy podjeżdżaliśmy już na podwórko. Weszliśmy wszyscy do domu, chłopaki zanieśli nasze zakupy do pokoju, a my z Kaśką padłyśmy zmęczone na kanapy w salonie.
- Mogę iść pierwsza się wykąpać? – zapytała Malina szybko trzepocząc rzęsami.
- Idź, ja na razie nie mam sił. – odpowiedziałam rozkładając się na kanapie całym ciałem.
Leżałam i oglądałam MTV, kiedy nagle ktoś wszedł do domu. Podniosłam się ostatkiem sił i zobaczyłam w drzwiach Roberta. Serce zaczęło bić mi szybciej. Zbliżał się do mnie, a ja modliłam się żeby ktoś zszedł na dół.
- Cześć Aniu – nachylił się do buziaka
- Cześć – rzuciłam i odwracając głowę usiadłam twarzą w stronę telewizora.
- Czemu nie odbierałaś telefonu ? – zapytał siadając obok
- Bo byłam zajęta.
- Czym ?
- To już Cię chyba nie powinno obchodzić. – rzuciłam tym razem patrząc na niego
- Tęsknię za Tobą… - wyszeptał chwytając mnie za rękę i delikatnie ją głaszcząc
Wyrwałam swoją rękę z jego dłoni i wstałam.
- Usiądź.. – powiedział patrząc na mnie ze złością
Usiadłam obok, nie wiem czemu, po prostu na jego przeszywający wzrok ugięły mi się kolana i opadłam na kanapę.
W tym momencie zadzwonił mój telefon, obydwoje popatrzyliśmy na torbę, która znajdowała się na stole. Wstałam szybko i pokierowałam się do kuchni, wyjęłam telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę widząc na ekranie napis – Minik dzwoni…
- Słucham. – powiedziałam
- To dobrze, że słuchasz, co robisz? – zapytał
- Nic ważnego, siedzę i oglądam telewizję – rzuciłam
W tym momencie usłyszałam kroki Roberta w moją stronę.
- Mogę wpaść na kawę? – zapytał
- Dzisiaj? Emm.. – odchrząknęłam
Robert stał tuż nade mną słuchając z kim rozmawiam. Przytuliłam telefon do piersi.
- Nie wiesz, że jeśli ktoś z kimś rozmawia to się nie podsłuchuje? – zapytałam przeszywając go wzrokiem.
Przyłożyłam komórkę do ucha i powiedziałam
- Zadzwoń za 15 minut dobrze? – rzuciłam
- Okej .
Rozłączyłam się zakładając ręce.
- Kto dzwonił? – zapytał Robert
- Nie Twoja sprawa. – odpowiedziałam nalewając sobie soku.
- Właśnie, że moja – rzekł i wyrwał mi telefon
- Oddawaj ! – krzyknęłam rzucając się na jego rękę
- Zluzuj, mała. Tylko zobaczę kto dzwonił  - rzucił podnosząc telefon do góry. Zawsze byłam dużo niższa od niego. Zresztą chyba od każdego faceta. Miał nade mną przewagę i to sporą.
- Frajer – powiedziałam odwracając się do niego tyłem i opierając ręce na blacie. Spuściłam głowę w dół i pokręciłam przecząco.
- Minik… - wypowiedział zbliżając się do mnie. Położył ręce na moich biodrach i ocierając się wyszeptał do ucha
- Niech Cię tylko dotknie swoimi łapskami to pożałuje. Przekaż mu.
- Już to zrobił – rzuciłam odwracając się do niego przodem.
- Nie pogrywaj sobie ze mną, kochanie. – powiedział i ponownie się zbliżył do mojej twarzy. Czułam jego oddech na szyi.
- Puść ją. – powiedziała Kaśka opierając się o kolumnę. 
___________________________________________________________________

Dobrze by było jak byście pisali co sądzicie o blogu ! :) 

czwartek, 7 czerwca 2012

7.

Następnego dnia wstałam o 12:30 przynajmniej ja, bo ktoś musiał pobudzić resztę towarzystwa. Kaśka rzecz jasna spała u mnie. Schodząc do kuchni po jakieś picie przywitałam się z Mariuszem, który siedział w salonie i oglądał telewizję.
- Jak forma? – zapytał
- Moja dobrze, gorzej z Maliną – oznajmiłam
- Alkoholiczka jedna – rzucił, a ja przytaknęłam z uśmiechem na ustach.
Zabrałam colę na górę i poprosiłam brata żeby zrobił nam pyszną jajecznicę. W przeciwieństwie do mnie Mariusz uwielbiał gotować, ja jedynie mogłam zajmować się ciastami, koktajlami, owocami, lodami, napojami itp. Przy okazji mogłam podjadać wszystkie słodkości jakie były mi potrzebne do stworzenia smakowitego deseru.
Wchodząc do pokoju zauważyłam, że Katarzyny nie ma, pomyślałam, że pewnie poszła do Krzyśka, ta jednak siedziała na balkonie na wielkim leżaku i popalała papierosa.
- Dawaj ! – krzyknęłam i rzuciłam się na paczkę papierosów wyjmując jednego i odpalając go.
- Patrz jaka piękna dziś pogoda. – oznajmiła wystawiając mordkę do słońca.
- Rzeczywiście, można by się gdzieś wybrać. – rzuciłam siadając obok na drugim leżaku.
Leżałyśmy tak dłuższą chwilę rozmawiając o imprezie, która zakończyła się kilka godzin temu. Kaśka dużo opowiadała mi o Rafale, gra w piłkę w drużynie z naszego rejonu. Nasi chłopaki pewnie orientowali się który to, jednak my rzadko chodziłyśmy na mecze. Czuję jednak, że teraz się to zmieni. Długo rozmyślałam nad imprezą, nad Dominikiem. Najdziwniejsze było to, że kompletnie nie myślałam o Robercie. Tak jakby Minik mnie od niego uwolnił, miałam wrażenie, że wokół niego jest bariera, która każe wymazać mi Gapa z pamięci, przynajmniej w jego obecności. Z wszelkich zamyśleń wyrwał mnie głos Mariusza dochodzący z dołu:
- Śniadanie!
- Podnoś dupę i chodź – rzuciłam w kierunku Kaśki, wstając z leżaka i ruszając w kierunku drzwi.
- Kto ostatni na dole ten zmywa! – krzyknęłam wybiegając z pokoju i wyprzedzając Krzyśka na schodach.
Ten jednak był tak nie ogarnięty, że nawet nie zorientował się, kiedy i Kaśka przebiegła obok niego.
Jedząc śniadanie rozmyślaliśmy nad planami na dzisiejszy dzień. Padały przeróżne propozycje, mi najbardziej spodobał się pomysł jechania na zakupy do Krakowa. Uwielbiałam chodzić na zakupy, szczególnie z chłopakami, oni wszystko nosili, a my z Kaśką przebierałyśmy w ubraniach szukając następnych. W pewnym momencie zorientowałam się, że staruszków nie ma w domu.
- Gdzie rodzice? – zapytałam patrząc na Mariusza
- Pojechali na ostatnie zakupy z Kaśki rodzicami, bo jutro wylatują. – odpowiedział
Całkiem zapomniałam, że nasi kochani staruszkowie wybierają się na wakacje, lecą do Włoch. To oznacza, że przez bite 2 tyg. mamy dom dla siebie. Na pewno nie będzie żadnych domówek, bo boję się, że mogło by się zakończyć jak w filmie „Projekt X”, czego rzecz jasna bym nie chciała. Żadnych imprez w domu nie zamierzamy robić ze względu na szkody jakie moglibyśmy ponieść. Przez 14 dni Kaśka dzień w dzień będzie spała u mnie, w sumie nie tylko spała, ale mieszkała. Do chłopaków będą przychodzili koledzy, a to oznacza nowe znajomości. Ogólnie myślę, że będzie ciekawie. Po skończonym śniadaniu rozsiedliśmy się na kanapach w salonie czekając aż Krzysiek pozmywa po śniadaniu.
- Od czego mamy zmywarkę? – zapytał oburzony.
- A Krzysiu boi się, że rączki ubrudzi? – rzuciła Kaśka.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, tylko młodszemu bratu nie było za wesoło, czemu wcale się nie dziwię.
- Dobra dziś Ci darujemy, uruchamiaj zmywarkę, a my idziemy się szykować. – oznajmiłam wstając z fotela i kierując się do pokoju.
 - Dzięki Anka! – krzyknął uradowany.
Po 15min wszyscy byliśmy gotowi do drogi. Mariusz czekał przed domem z muzyką na full’a, Kaśka też szła już w naszym kierunku. Pobiegłam do pokoju jeszcze po telefon, patrząc na ekran Nokii zaśmiałam się widząc sms od Dominika.
- Dziękuję za udaną noc. Świetnie się bawiłem. Mam nadzieję, że kiedyś to jeszcze powtórzymy.
PS. Mam nadzieję, że nie masz kaca, bo musiał bym przyjść i Cię kurować. Dominik.
Zaśmiałam się jeszcze głośniej odczytując do końca wiadomość. Już miałam odpisywać, kiedy to Krzysiek wpadł do pokoju i kazał mi schodzić.   

piątek, 1 czerwca 2012

6.


W domu byłyśmy ok. 21. Szybko się wyszykowałyśmy i po 22 wyjeżdżaliśmy na sobotni melanż. Długo zastanawialiśmy się nad tym kto prowadzi, kto kogo zawiezie i jaką grupą jedziemy. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie jeśli pojedziemy tak jak zawsze, czyli ukochanym volvo Mariusza. W razie gdyby chciał wypić coś przede mną, mogłam prowadzić. Nasi rodzice nigdy nie mieli zastrzeżeń żeby puścić mnie na imprezę w towarzystwie braci. Zresztą, oni są najlepszymi rodzicami na świecie, potrafili nas wszystkich wychować, bez zbędnych awantur, konfliktów, zabraniania czegokolwiek. Nie powiem, że zawsze wszystko mogliśmy i dostawaliśmy, ale nigdy nie było czegoś takiego jak  „bo nie.”

Lokal, który wybraliśmy nie był byle jaki. Uwielbialiśmy tam chodzić, dobra zabawa, super atmosfera. Ogólnie – idealna miejscówa na sobotnie balety. Nie musiałam się martwić, że spotkam tam Roberta. Akurat on wolał domówki, albo spotkanie z kolegami „przy piwku”, które kończyło się zawsze urwanym filmem i niedzielnym kacem. Lubił imprezować, nie powiem, że nie. Ale rzadko chodził do klubów, szczególnie w moim towarzystwie. Zawsze tłumaczył mi, że to dlatego iż w takich miejscach jest pełno facetów, którzy pożerają mnie wzrokiem, a on nie może na to patrzeć. Być może to prawda, ale może to działa też w drugą stronę? Może on nie chciał chodzić do klubów, bo tam jest za dużo lasek, które z chęcią by poznał, ale ja mu przeszkadzam.. W końcu – po co brać drzewo do lasu, tak?

W drodze do ADHD(tak nazywał się ten klub) dostałam sms od nieznanego numeru – „Czekam już na Ciebie, oczywiście stawiam pierwszego drinka, bądź pierwsze piwo, zależy co wolisz. Dominik.” Nie odpisałam, miałam tylko nadzieję, że tym razem nasza rozmowa będzie wyglądała o niebo lepiej. Wchodząc do środka od razu wypatrzyliśmy świetną lożę w której można było usiąść. Na samym początku zajęliśmy miejsca by dojść do porozumienia kto prowadzi, a kto może pić. Na szczęście mogłam pić – jejeje. Kaśka i Krzysiek oczywiście od tego zaczęli, a potem można było obserwować ich już tylko na parkiecie. My z Mariuszem chwilę siedzieliśmy w dwójkę, po czym dosiedli się koledzy poznani na wyścigach.
- Cześć Aniu – powiedział Dominik siadając obok mnie
- No czeeść – odpowiedziałam delikatnie podnosząc kąciki ust ku górze.
- To co pijemy ? – zapytał
- Ja z chęcią się napije drinka jakiegoś słodkiego najlepiej.
- W takim razie zaraz wracam. – oznajmił i pokierował się do baru.
Spojrzałam na Mariusza, który uśmiechnął się w moją stronę. Odwzajemniłam uśmiech wyciągając z torebki papierosa. Na początku nie lubił kiedy paliłam.. uważał, że tylko się niepotrzebnie truje. Sam nie był lepszy. Odpaliłam L&M zaciągając się nikotyną. Do stolika podszedł Dominik z drinkiem i piwem.
- Proszę – powiedział stawiając drinka przede mną.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się w kierunku nowego kolegi.
Długo rozmawialiśmy przy stoliku, śmialiśmy się jak dobrzy znajomi opowiadając sobie różne historie. Po pewnym czasie ruszyliśmy na parkiet, gdzie mocno się roztańczyliśmy. Chwilę ulgi dała nam spokojna piosenka:
- Mogę? – zapytał Dominik kładąc rękę na dolną część moich pleców
Uśmiechnęłam się tylko i objęłam go za kark. Przyznam, że gdybym nie miała szpilek to pewnie bym nie dostała. Albowiem Minik(bo takie dałam mu przezwisko) należał do wysokich, postawnych i przystojnych mężczyzn. Przyznam, że było miło. Dawno nie czułam się tak jak w tej chwili. Byłam bezpieczna, atrakcyjna, a co najważniejsze – szczęśliwa. Przez chwilę miałam wyrzuty sumienia, że przecież kilka godzin temu zerwałam z chłopakiem a już jestem w objęciach innego. Ale Dominik.. on był inny.. A może to tylko pozory? Nie wiem.. dla mnie liczyła się tylko ta chwila, tylko ten moment, kiedy czułam euforię. Może to alkohol ? Być może, ale teraz to było nie ważne.
Po długich tańcach zeszliśmy do loży, Kaśka odrazy złapała moment by mnie na chwilę wyrwać. Poszłyśmy na papierosa przed klub, żeby trochę ochłonąć
- Dobrze się bawisz? – zapytała podejrzanie
- A nie widać? – zaśmiałam się i wzięłam buch dymu
- Właśnie widać  – podniosła brwi
Rozmawiałyśmy kilka minut na dworze, po czym wróciłyśmy do środka. Kaśka usiadła koło Rafała, który pojawił się w klubie, kiedy ja bawiłam się w najlepsze z Minikiem. Reszta imprezy była bardzo miła, dobrze bawiłam się w towarzystwie nowego kolegi. Do domu wróciliśmy ok. 4 rano w znakomitych humorach.

czwartek, 31 maja 2012

5.


Po półtorej godzinie jeżdżenia gokartami udaliśmy się na basen. Kaśka i Krzysiek od razu pobiegli na zjeżdżalnie. Ta dwójka dobrze się dogadywała. Zresztą zawsze traktowaliśmy Kaśkę jak siostrę. W końcu całe dzieciństwo spędziliśmy razem. Tak więc ja i Mariusz zostaliśmy z tyłu i na spokojnie szliśmy na jacuzzi. Akurat było puste, przypominam, że koniec maja to martwy sezon. Weszliśmy do środka i zaczęliśmy rozmawiać. Nagle Mariusz zapytał o Roberta, zdziwiło mnie to, bo akurat jego temat nigdy nie był poruszany. Wyjaśniłam pomijając szczegóły, że nam się nie układa i że to koniec.
- szkoda. Fajna para z Was była. – powiedział delikatnie się uśmiechając.
- mam nadzieję, że to nie popsuje Waszych relacji. – rzuciłam
- nie no skąd taki pomysł. Przecież z Robertem się zawsze kumplowaliśmy – odpowiedział.
Wymusiłam uśmiech i spojrzałam w kierunku naszej dwójki. Zaczęłam się głośno śmiać widząc jak Krzysiek niesie Kaśkę, a następnie wrzuca ją do wody. 
*
*
*

Wychodząc z basenu wszyscy staliśmy się głodni. Zaproponowałam naszą ulubioną restaurację, gdzie udaliśmy się na obiad. Jadąc do domu było kilka minut przed 15.
-  wyścigi są o 16, ale obiecałem Dominikowi i jego koledze, że ich weźmiemy. – rzucił Krzysiek
- jakiemu Dominikowi  ? – zapytałam z zaciekawieniem
Mariusz spojrzał na mnie w lusterku i uśmiechnął się. Jego spojrzenie mówiło samo za siebie - „singielka”.
- poznasz go dopiero – odpowiedział Krzysiek.
- ok. To znaczy, że my z Kaśką mamy jechać osobno? – zapytałam
- yy.. no tak.
- no dobra.
Lubiłam jeździć samochodem. Rodzice mieli na tyle kasy żeby kupić mi na 16-ste urodziny smarta. Kochałam ten samochód, był mały i szybki. Akurat w moim stylu. Wszędzie jeżdżę z Kaśką, więc jeden nam wystarczał. Zresztą zawsze się wszystkim dzieliłyśmy, więc autko po połowie było też jej.
 Po powrocie zorientowaliśmy się, że rodziców nie ma, pewnie wybrali się gdzieś z rodzicami Kaśki. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się i ogarnęłam samochód. Chłopaki pojechali wcześniej, a my dwie jak zawsze na spokojnie. W międzyczasie kłóciłyśmy się, która ma prowadzić. Poszłyśmy na rozejm – w jedną stronę ja, w drugą ona. Przez całą drogę rozmawiałyśmy o tym co wydarzyło się dzisiaj rano między mną a Robertem. Wszystko jej opowiedziałam z każdym najdrobniejszym szczegółem.
Na miejscu od razu podeszli do nas chłopaki z nowymi kolegami.
- moja siostra Anka, i przyszywana siostra Kaśka – powiedział Krzysiek wskazując na nas swojemu koledze.
- Dominik – uśmiechnął się chłopak i podał nam rękę.  Odwzajemniłyśmy uśmiech przedstawiając się nawzajem. Kaśce spodobał się chłopak o imieniu Rafał. Nie zdziwiłam się, bo koleś był całkiem w jej typie. Przez cały czas byli obok siebie, nie odrywali od siebie wzroku ciągle rozmawiając. Na kilometr było widać, że coś między nimi iskrzy. Uśmiechałam się za każdym razem widząc ich spojrzenia skierowane na siebie.
- Jakieś plany na wieczór? – zapytał Dominik pojawiając się obok mnie.
- Jeszcze nie wiadomo, ale pewnie pójdziemy na imprezę, a Ty ?
- Pewnie też. – odpowiedział delikatnie się uśmiechając
- Jeśli nie miałbyś z kim iść, a zakładam, że masz. To zawsze możesz iść z nami. – zaproponowałam
- Czemu zakładasz, że mam? – zapytał
- Tak mi się wydaje, po prostu
- Coś twoja kobieca intuicja zawodzi – zaśmiał się
- Może to nie intuicja? Może strzelałam ?
- Może.
- No właśnie – powiedziałam i odpaliłam papierosa.
Ten koleś był jakiś dziwny. Ciągle do mnie nawijał, a ja już nie miałam ochoty dłużej tam siedzieć w dodatku w jego towarzystwie.
Wyścigi trwały do 19, przynajmniej jak dla mnie. Próbowałam wyrwać Kaśkę wcześniej od Rafała, ale nie chciała iść, więc musiałam siedzieć. W dodatku na trzeźwo, bo „zakochańce” pili sobie razem 3 piwko . Przynajmniej ja kierowałam z powrotem. Dominik próbował mnie zainteresować jakąkolwiek rozmową, ale jakoś się nam ona nie kleiła. O 20:15 zdecydowałam się zabrać Kaśkę siłą. Pożegnałyśmy się ze znajomymi i ruszyłyśmy w stronę samochodu.
Odpalając już auto podbiegł do nas Dominik i poprosił o mój numer. Podałam mu, no bo dlaczego nie?  Pożegnał się słowami „do zobaczenie potem” co mnie mocno zdziwiło. Nie sądziłam, że weźmie moje zaproszenie na serio…

środa, 30 maja 2012

4.


W duchu modliłam się żeby nie jechał z nami. Ręce zaczęły mi drżeć na samą myśl o tym, że mógłby ten dzień spędzić wśród nas. Z zamyśleń wyrwało mnie słowo „basen” wypowiedziane przez Mariusza.
- tak tak tak ! też o tym myślałam! Po gokartach basen ! – powiedziałam i pobiegłam do domu niby po strój.
Biegnąc po schodach wygrzebałam telefon z torebki  i szybko wykręciłam numer do Kaśki.
- przychodź, Robert tu jest, weź strój na basen. – oznajmiłam i rozłączyłam się. Wpadłam do pokoju zostawiając uchylone drzwi. Wbiegłam szybko do garderoby i upadłam na kolana przed szufladą z bielizną. W głowie miałam kłębek myśli. A jeśli jednak jedzie z nami? Mam to dziś zakończyć czy grać dalej? Co mam mu powiedzieć? Jak się zachowywać? Z zamyśleń wyrwał mnie jego obraz stojącego w lustrze. Siedziałam sparaliżowana , serce biło mi jak oszalałe, a oczy szybko się zaszkliły.
- co robisz? – zapytał jak by nigdy nic.
Szybko się ocknęłam i wróciłam do szukania stroju. Kątem oka zauważyłam jak robi krok w moją stronę. W ręce poczułam materiał, którego szukałam, wyjęłam go i podniosłam się.
- Ankaaa – powiedział błagalnym tonem
Położyłam torebkę na szafce i spakowałam do środka strój. Nagle Robert stanął obok mnie i złapał mnie za rękę.
- Nie dotykaj mnie. – rzuciłam i ominęłam go otwierając szafę z ręcznikami. Wyjęłam jeden i również włożyłam do torebki.
- Ania porozmawiaj ze mną – ciągnął dalej.
- Nie mamy o czym rozmawiać. – wyjaśniłam zakładając torbę na ramię.
- Przepraszam za wczoraj, byłem wściekły jak się dowiedziałem, że u Ciebie był. Wybacz mi. – powiedział i pogłaskał mnie po szyi.
- Po pierwsze nikt u mnie nie był, po drugie to nie wyjaśnia Twojego zachowania, a po trzecie to koniec. – oznajmiłam i postawiłam krok na przód. Zasłonił mi przejście swoim ciałem i przycisnął do szafy.
- Jaki koniec? Ania daj mi drugą szansę, przepraszam. Wiesz, że Cie kocham i nie chciałem Cię skrzywdzić.
-  Robert, przestań. Koniec. Ile miałeś szans? Ile razy przepraszałeś? Nie ma.. To definitywny koniec, rozumiesz? Nie chce z Tobą być. – powiedziałam i odsunęłam go od siebie, kierując się w stronę drzwi.
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, przytykając mnie ponownie do szafy, tym razem mocniej.
- Daj mi ostatnią szansę. – wypowiedział przez zaciśnięte zęby.
- Puść mnie. Spieszę się. – oznajmiłam patrząc mu w oczy.
- Ankaa. Nie bądź taka noo. – wybłagał przytykając swoje usta do mojej szyi. Jego ręce oparły się na moich biodrach a następnie zjechały na pośladki.
- Przestań! – krzyknęłam i odepchnęłam go.
- Ciii.. – wyszeptał kładąc mi palec na usta, ponownie się zbliżył i nachylił do pocałunku. Poczułam jego zapach, ten, który tak bardzo kochałam. Patrzyłam na niego przerażona, odległość między jego ustami a moimi była minimalna. Teraz czułam jego oddech, połączył nasze wargi.
- Robert ! Cholera jasna ! Zostaw mnie!  - krzyknęłam odpychając go z taką siłą, że sam uderzył plecami o szafę po drugiej stronie. Wybiegłam z garderoby, a on za mną. Złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
- Ankaa przeginasz.
– powiedział zaciskając uścisk.
- Ałł ! To boli! – syknęłam. Zelżył uścisk, a ja wyrwałam rękę.
- To koniec. – oznajmiłam i pokierowałam się w stronę drzwi. Tym razem spokojnie. Ruszył za mną nic nie mówiąc. Zeszliśmy po schodach, rzuciłam krótkie „Pa mamuś” i wyszliśmy. W drzwiach spotkaliśmy się z Kaśką. Szłyśmy naprzód do samochodu, a Robert za nami. Podszedł do chłopaków i pożegnał się. Kiedy wsiedli do samochodu podszedł do mnie:
- Pa. – powiedział i zbliżył twarz do mojej mając nadzieję na buziaka.
- Cześć – rzuciłam i ominęłam go wsiadając do samochodu.
Kaśka od razu zapytała czy wszystko dobrze. Przytaknęłam sztucznie się uśmiechając.

wtorek, 29 maja 2012

3.


W nocy nie mogłam spać, co chwile się budziłam i chodziłam po domu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Niebieskie L&M dawały ulgę, mimo to nadal byłam zdenerwowana. Na samą myśl o tym, że muszę zerwać z Robertem przechodziły mnie dreszcze, a w oczach pojawiały się łzy. Z jednej strony kocham go, z drugiej jednak nie mogę pozwolić na poniżanie i szantażowanie. Odpalając kolejnego papierosa modliłam się, aby wystarczyło do rana. Wiedziałam, że nie zasnę, więc postanowiłam iść na spacer. Przechadzka o 3 w nocy, lepszego pomysłu nie miałam.. Kierując się do szafy po jakieś dresy i bluzę natrafiłam na kapsel od piwa, oczywiście bosą stopą.
- fuck – syknęłam i szybko usiadłam na podłodze łapiąc się za nią.
Spojrzałam szybko na łóżko upewniając się czy nie obudziłam Kaśki, która spała tej nocy u mnie. Zresztą, często u mnie nocuje…  Na szczęście nie przebudziła się, więc ruszyłam w kierunku szafy wyjmując zamierzone już wcześniej ubranie. Ostrożnie naciskając na klamkę wyszłam z domu. Odpalając kolejnego papierosa zorientowałam się, że w paczce zostały tylko trzy.
- kurwa pięknie. – powiedziałam sama do siebie.
Idąc drogą w dół spojrzałam na palące się światło w pokoju Roberta. Mieszkał on zaledwie kilka domów niżej , a jedyną trasą, która prowadziła do głównej była ta obok jego domu. Moje ręce zaczęły drżeć, oczy się zaszkliły, a serce przyspieszyło bicie. Upewniłam się, że nie stoi w oknie i szybkim krokiem przeszłam obok. Odwróciłam się ostatni raz i zobaczyłam zgaszone już światło. Spojrzałam na telefon i późną godzinę. Była 3:27, wyjęłam kolejną fajkę i zaciągnęłam się nikotyną. Długo jeszcze spacerowałam, wracając do domu było coś przed 5. Cicho naciskając na klamkę, weszłam do środka. Zdjęłam buty i na palcach kierowałam się do pokoju. Nagle ktoś pojawił się obok, podskoczyłam i krzyknęłam. Szybko złapałam się za usta widząc w półmroku Krzyśka.
- co się boisz ? – zapytał śmiejąc się
- Jezu, ale się Ciebie przestraszyłam. Co Ty tu robisz?
- powinienem chyba zapytać o to samo.
- nie mogę spać, więc poszłam się przejść. - oznajmiłam
-  rozumiem.
- a Ty co tu robisz w slipach golasie? – zapytałam klepiąc go po nagim brzuchu
- zszedłem po jakieś piwo, bo mnie suszy – odpowiedział
- to weź dwa, wbiję zaraz do Ciebie tylko się przebiorę. – powiedziałam idąc w kierunku schodów. Tak naprawdę nie musiałam się przebierać… Koniecznością było raczej zakrycie wargi i nosa.
Siedzieliśmy razem, pijąc piwo i oglądając jakąś komedię. Nie pamiętam nawet kiedy zasnęłam na jego ramieniu. Rano obudził mnie telefon Krzyśka, który dzwonił po raz trzeci nie dając mi spać. Wstałam więc z cichym „kuuurwa” na ustach i pokierowałam się do swojego pokoju, kładąc się obok Kaśki. Przebudziłam się słysząc Mariusza tuż nad swoją głową :
- wstawać śpiochy, jedziemy na gokarty. – oznajmił.
Kaśka słysząc słowo „gokarty” od razu stanęła na nogi z bananem na mordzie.
- jejejeje. Taaak! – wrzasnęła.
Zawsze w weekendy gdzieś razem jeździliśmy. Całymi dniami spędzaliśmy czas poza domem, dobrze się bawiąc. Dzisiaj jednak nie miałam ochoty na podnoszenie się z ciepłego, wygodnego łóżka. Nawet dla jakichś tam gokartów. Nie wstała bym gdyby nie to, że chciało mi się palić. Wchodząc do łazienki od razu spojrzałam w lustro, opuchlizna była mniejsza, prawie niewidoczna. Wzięłam szybki prysznic, umalowałam się i zeszłam na śniadanie, które jak zwykle czekało wyłącznie na mnie. Kaśka i Mariusz siedzieli w salonie oglądając TV. Po śniadaniu udałam się do pokoju Krzyśka zobaczyć co robi. Widząc, że jeszcze słodko śpi, położyłam się obok niego. Długo nie musieliśmy czekać, bo po paru minutach nasza kochana dwójka weszła do pokoju ściągając nas z łóżka.
- która  godzina ? – zapytał Krzysiek
- 11:53 – odpowiedziała Kaśka podnosząc rolety.
- dobra, dobra wstaje.
Chłopaki zeszli na dół, a my poszłyśmy zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy do torebek, bo wiedziałyśmy, że na gokartach się nie skończy. Kaśka pobiegła do siebie naprzeciwko, a my czekaliśmy na nią przed domem. Nagle dostrzegłam Roberta idącego w naszą stronę…

poniedziałek, 28 maja 2012

2.


 Po wyjściu z wanny uświadomiłam sobie, że nie mogę się pokazać mamie, i Mariuszowi w takim stanie. W dodatku podkład do twarzy skończył mi się dzisiaj rano. Chwyciłam szybko telefon i zadzwoniłam do Kaśki: 
- cześć. Słuchaj mam prośbę, gdzie jesteś? - zapytałam
- w domu, właśnie miałam do Ciebie iść, a co chcesz?
- masz w domu jakiś dobry, maskujący podkład?
- no mam, mam. A co? Jesteś umówiona na randkę, wyskoczył Ci pryszcz i go widać? – zaśmiała się blondynka
- bierz podkład i przychodź, jak najszybciej ! – wykrzyczałam i rozłączyłam się.
Pobiegłam do łazienki suszyć włosy. Moja głowa dalej buzowała od natłoku myśli. Analizowałam  całą tą scenę, która wydarzyła się niecałą godzinę temu. Dokładnie przypominałam sobie jego wyraz twarzy, oczy, z których biła tak ogromna złość, nienawiść. Ręce, które były gotowe zabić..Zastanawiałam się co go tak zmieniło, co stało się powodem jego zachowania. Dlaczego teraz był takim skurwielem ? Poznawszy go, rozkochał mnie swoim wnętrzem, sposobem w jaki odnosił się do mnie, był czuły, zabawny, miły.. A może po prostu te dwa lata które razem spędziliśmy go tak zmieniły? Być może to ja nie zauważyłam niczego złego w swoim zachowaniu? Przecież ja też mogłam go prowokować, wzbudzać zazdrość. Dlaczego więc sobie tego nie przypominam? Z zamyśleń wyrwała mnie Kaśka, która właśnie weszła do pokoju.
- Anno! Przybywam z podkładem, który zaraz zakryje twoją niedoskonałość ! – zaśmiała się
- Zamknij drzwi i chodź tu ! – krzyknęłam
- Dobrze już, dobrze. – powiedziała przekręcając klucz.
Wchodząc do łazienki złapała się za głowę na widok mojej twarzy.
- Jezu Anka, co Ci się stało? – zapytała z przerażeniem w oczach
Nie odpowiedziałam, podeszłam do niej i mocno się przytuliłam. Zaczęłam płakać.
- Ania kto Ci to zrobił ? Pokaż to – powiedziała podnosząc mój podbródek do góry by móc lepiej obejrzeć  twarz.
- Pokłóciłam się dzisiaj z Robertem. – wyjąkałam ocierając policzki.
- Co ? Yy, że jak? Kurwa… to on?! 
- Tak.. – powiedziałam półgłosem.
- Jezu Anka, ale co się stało ? o co poszło ? Mówiłaś Mariuszowi, albo Krzyśkowi ? Przecież oni go za to zabiją… - dalej zadręczała mnie pytaniami
- Nie mówiłam i Ty też nie powiesz. Oni się o tym nie dowiedzą, bo obie wiemy że staną po mojej stronie...
- To pewne i jak najbardziej normalne, przecież jesteś ich siostrą w dodatku młodszą ! – przerwała mi
- Słuchaj.. Oni nie mogą się o tym dowiedzieć, rozumiesz? Dobrze wiesz, że przyjaźnią się od dzieciństwa. Nie przestaną się kumplować.. bynajmniej nie przeze mnie… Zresztą to nie pierwszy raz kiedy dostałam..
- Co?! Jak?! Że co Ty powiedziałaś?! – wykrzyczała
- Ciiii…! Pół tonu ciszej. Dobrze usłyszałaś. To nie pierwszy raz.. zdarzyło się już kilka razy.. ale.. po co miałam Cię martwić? Ty i bez tego go nie lubisz. - oznajmiłam
- Racja, ale teraz go normalnie zabiję. – zagroziła. Zauważyłam jak zaciska zęby ze złości. Zawsze tak robi kiedy się wścieka.
- Przestań.. po prostu o tym zapomnijmy ok.? Jak tylko ochłonę trochę po tym incydencie zakończę to.. cały ten związek..
- No raczej! Jezu jak ja mogłam nie zauważyć tego, że on Cię bił? – powiedziała ze smutkiem w oczach.
- Cicho już.. – przytuliłam ją.
- Ale przecież Krzysiek i Mariusz powinni się o tym dowiedzieć.. – wybełkotała
- Kurwa. Nie chce o tym słyszeć. Mają się nie dowiedzieć, rozumiesz?  Nawet jeśli to nie jest najlepszy pomysł…
- A nie jest.. – znowu mi przerwała
- …nie dowiedzą się, bo ja Cię o to proszę. To by było dla mnie za dużo. Dlatego TERAZ mają o niczym nie wiedzieć. Jasne?
- Wiesz, że Cię nie popieram, wiesz, że jeśli dowiedzą się później to Ci tego nie wybaczą, a co dopiero Gapowi ? On nie będzie tutaj miał życia.. o ile sami go nie zabiją.
- Więc właśnie dlatego będziesz siedzieć cicho i udawać że nic się nie stało. A do Roberta masz się odzywać tak jak do tej pory. Zrozumiano ?
- Anka… - przytuliła mnie ponownie.
- Ciii… Po prostu mi to zakryj – powiedziałam wskazując palcem na twarz.